O autorze
Zuza Marecka wyjechała z Polski cztery i pół roku temu. Najpierw mieszkała w Hiszpanii, a od trzech lat w Catalan Bay Village na Gibraltarze. Bloguje od ponad czterech lat, m.in. Lubię Gibraltar i TyTy i Mama.

Próbując opisać swoje ostatnie lata na Gibraltarze, powiedziała: "Od jakiegoś czasu zmieniam swoje życie, a moje życie zmienia mnie. Bawi i cieszy mnie ta przygoda. Podobnie jak miejsce, w którym mieszkam - Catalan Bay Village na Gibraltarze. Tak sobie pomyślałam, że jak połączę te wszystkie historie, to może da się to czytać, a ja przy okazji nauczę się pisać :)."

Lubię Gibraltar na Instagramie

Washing and chatting

Fot. Zuza Marecka
Gdy wprowadziliśmy się do Catalan Bay, sąsiedzi pytali mnie, dlaczego nie zamontowałam za oknem sznurków do prania, jak wszyscy.

Większość ma powywieszane długie sznury, które zapełniają się kolorowo i malowniczo, gdy jest ładna pogoda. Powietrze jest przesycone wtedy zapachem płynu do płukania, a raczej mieszanką zapachów płynów do płukania, aż trochę kręci się w głowie. Suszy się wszystko, więc chcąc nie chcąc, wiesz jaką kto nosi bieliznę, w czym i pod czym śpi, w ogóle chcąc nie chcąc dużo o każdym wiesz. Południowa wersja protestanckiego braku zasłon :)



Wszystko po to, żeby nie suszyć prania w domu, bo od wilgoci rośnie grzyb, a grzyb zimą w tych okolicach, to prawdziwa męczarnia (zwłaszcza, po hiszpańskiej stronie, bo tam nie wiedzieć dlaczego, nie montuje się rynien, a tu przecież naprawdę nieźle pada, gdy pada).

W każdym razie, sznurków nie mam i dzielnie wychodzę rozwieszać pranie na zewnątrz. Dlaczego? Żeby pogadać. Tutejsi mieszkańcy są mistrzami pogawędek – wspaniale zmieszała się w nich brytyjska umiejętność rozmów o niczym, z południową życzliwością. Więc sobie gadamy, o Loli, o pogodzie, o mojej córce, o różnych problemach, gdzie coś kupić, gdzie zjeść, dlaczego tu przyjechaliśmy, o okolicy, małpach i innych historiach.

Gdy mam gorszy dzień, trochę sobie z tym nie radzę – zwłaszcza, że całe życie uczyłam się skrótowych dialogów, odpowiednich do przejażdżki windą na 5 piętro. W takie dni mam ochotę przebiec z tyłu budynku i uciec schodkami za kościołem na pustą ulicę, gdzie mogę spotkać tylko małpy, ale w sumie, ta nowa umiejętność – pogadania sobie, przychodzi mi coraz łatwiej i coraz lepiej się z tym czuję.

Tak się rozkręciłam, że nawet na autobus wychodzę minimum 20 minut wcześniej, żeby zdążyć z każdym porozmawiać albo chociaż się do każdego uśmiechnąć.

Czytaj więcej na moim blogu Lubię Gibraltar :)
Trwa ładowanie komentarzy...